Nagle znikąd pojawiam się w paryskim metrze. Wsiadam po pociągu jadę kawałek, a potem wracam. Siedzę na schodach stacji. Nagle wpada na mnie Natalia. Ściąga perukę i okazuje się, że pod spodem ma ścięte na krótko, pofarbowane na biało, włosy. Cieszy się, że mnie widzi, ale w sumie, to miała się spotkać ze znajomą z liceum, która stoi parę kroków za mną. Czuję się zagubiony, bo w sumie to nie wiem, do kogo innego mogę iść w Paryżu. Mówię jej, że przyleciałem razem z chórem uś i pokazuje jej zdjecie - jakieś 6 osób, nie ma na nim mnie, są ustawieni jak rodzina i wszyscy są blond i oczy im się świecą jak w "wiosce przeklętych". Wyłazimy z metra i trochę chodzimy po mieście oglądając kluby widzę jeden lokal `17 m do wynajęcia. Bardzo ładny.
Potem, nagle w Katowicach, oglądam lokal pod herbaciarnię na wojewódzkiej. Jest zajebisty, ale w rzeczywistości tak nie wygląda.
poniedziałek, 25 maja 2009
25 V 2008
Autor:
Nicolas
Etykiety:
białe włosy,
chór,
katowice,
metro,
Natalia,
paryż,
peruka,
wioska przeklętych
24 V 2008
Autor:
Nicolas
Jestem na konwencie (wszyscy wiedzą jakim :P). Odbywa się on w miejscu obozu harcerskiego, na którym kiedyś byłem. Przyjechałem tam z tydzień wcześniej i włożyłem mnóstwo pracy w pomoc z przygotowaniach. A potem nagle zjeżdżają się ludzie i kiedy chcę wziąć klucze do domków dla siebie i moich znajomych okazuje się, że już nie ma.
sobota, 9 maja 2009
9 V
Autor:
deycza
wchodzimy dużą grupą osób do sali kinowej, są to ludzie z mojej uczelni oraz innni znajomi. z osób które pamiętam napewno były tam patrycja i sandra z malarstwa, dagna (kumpela z medyka) oraz beata (rzeźniczek). zajmuję jakieś miejsce, jednak ktoś mi zasłania. przesiadam się. znowu coś mi przeszkadza. po raz kolejny zmieniam miejsce. dzieje sie tak pare razy. albo jestem za blisko/za daleko/jest mi niewygodnie/ktoś zasłania i nie mogę znaleźć sobie miejsca, a film już się zaczął. pamiętam, że fotele były niebieskie. wreszcie siadam w najniższym rzędzie, ale potem, już po raz ostatni przesiadam się rząd wyżej - do drugiego od dołu. siadam koło jakiegoś starszego faceta, którego znam, ale nie wiem kim on jest. nie pamiętam też jego twarzy. facet je popcorn i rozmawia ze mną.
następnie jesteśmy czymś w rodzaju zorganizowanej wycieczki, takiej jak w postawówkach albo na obozach ze Ścisłym Planem Dnia. uświadamiam sobie, że kino było jej elementem. mamy zwiedzać. wsiadamy w coś na kształt London Eye, które jedzie poziomo. jedziemy do wrocławia (nie wiem gdzie byliśmy na starcie), a następnie do katowic, które są bardzo górzyste i są skałki do wspinaczki. jestem w wagoniku z michałem, dagną i jej chłopakiem.
następnie wysiadamy z wagonika i nagle znajdujemy się na parkingu. jesteśmy na jakimś campingu, czy biwaku czy coś, bo mamy na sobie sportowe ciuchy. pamiętam że michał miał takie oliwkowe spodnie do kolan i koszulkę z croppa, jaką ma w rzeczywistości a dagna i ja byłyśmy ubrane na jasno i miałyśmy takie ciuchy w stylu safari, whatever O_o ja stoję przy naszym samochodzie, którym przyjechaliśmy (wagonik poszedł w niepamięć), a michał i chłopak dagny stoją przy rozkładanym stoliku polowym (białym) i oglądają jakieś ulotki. dagna idzie z oddali przez parking niosąc wielkie kartonowe pudło pełne noży, które mają nam być niby potrzebne do czegoś. z wysiłkiem stawia na ziemi ciężkie pudło i mówi wkurwiona: "bardzo dziękuję dżentelmenom za pomoc", ale oni udają że tego nie słyszą.
następnie jesteśmy czymś w rodzaju zorganizowanej wycieczki, takiej jak w postawówkach albo na obozach ze Ścisłym Planem Dnia. uświadamiam sobie, że kino było jej elementem. mamy zwiedzać. wsiadamy w coś na kształt London Eye, które jedzie poziomo. jedziemy do wrocławia (nie wiem gdzie byliśmy na starcie), a następnie do katowic, które są bardzo górzyste i są skałki do wspinaczki. jestem w wagoniku z michałem, dagną i jej chłopakiem.
następnie wysiadamy z wagonika i nagle znajdujemy się na parkingu. jesteśmy na jakimś campingu, czy biwaku czy coś, bo mamy na sobie sportowe ciuchy. pamiętam że michał miał takie oliwkowe spodnie do kolan i koszulkę z croppa, jaką ma w rzeczywistości a dagna i ja byłyśmy ubrane na jasno i miałyśmy takie ciuchy w stylu safari, whatever O_o ja stoję przy naszym samochodzie, którym przyjechaliśmy (wagonik poszedł w niepamięć), a michał i chłopak dagny stoją przy rozkładanym stoliku polowym (białym) i oglądają jakieś ulotki. dagna idzie z oddali przez parking niosąc wielkie kartonowe pudło pełne noży, które mają nam być niby potrzebne do czegoś. z wysiłkiem stawia na ziemi ciężkie pudło i mówi wkurwiona: "bardzo dziękuję dżentelmenom za pomoc", ale oni udają że tego nie słyszą.
sobota, 2 maja 2009
2 V 2009
Autor:
AN
Najpierw śni mi się, że K., koleżanka z roku hodująca konie, zaginęła. Idę polną drogą, pośród drzew, zdaje się, że poszukuję jej - razem z innymi. Jednocześnie mam przebłyski - fragmenty wizji, w których widzę ją jadącą konno w nocy, natykającą się na jakiegoś mężczyznę. I czuję, że jej nie znajdę.
Potem sen całkiem się zmienia. Jest noc, w jakimś mieście, które jest mi zarazem znane, jak i całkiem obce. Właśnie wyszedłem z domu, wędruję ulicami, czuję się samotny i zagubiony. Otacza mnie mgła, mży - niezbyt przyjemnie. W końcu, snując się po ulicach, trafiam na podwórze, światło - i otwarte drzwi. Wchodzę.
Wita mnie kobieta, znacznie starsza ode mnie, blondynka. Jej twarz, już nieco przekwitła, wygląda na zmęczoną i nieco zniszczoną życiem. Nie jest specjalnie atrakcyjna. Mimo to coś mnie do niej ciągnie. Miejsce, do którego trafiłem, przypomina opuszczoną, zdezelowaną łaźnię lub coś podobnego. Długie pomieszczenie, wyłożone w całości białymi kafelkami. Na środku ustawiony niski (na modłę japońską), długi stolik, zastawiony rozmaitymi potrawami. Na końcu - podwyższenie. Tam z sufitu zwieszają się trzy prysznice (są tak umieszczone, że chcąc się umyć nie stoi się przy ścianie, lecz zasłania się kotarką ze wszystkich czterech stron). Dodatkowo od głównego pomieszczenia odchodzi kilka mniejszych klitek, które służą za pokoje do spania. Rozmawiam z kobietą, która jest w tym miejscu gospodynią. Mówi, że mogę zostać, zjeść tu i przenocować. Gdzieś w trakcie rozmowy miga mi scena, gdzie leżymy razem, objęci.
Później jest dzień, odwiedzam to miejsce z rodzicami w ramach poszukiwania dla mnie mieszkania na studia. Teraz już wiem, że mieszka tam więcej osób (zdaje się, że czternaście). Zastanawiam się, co powiedzieć rodzicom, by pozwolili mi tam zamieszkać - miejsce wygląda naprawdę nędznie, ale ja zdaję sobie sprawę z niezwykłą jasnością, że chcę - muszę zostać tam, z tymi ludźmi, by zyskać spokój ducha.
Potem sen całkiem się zmienia. Jest noc, w jakimś mieście, które jest mi zarazem znane, jak i całkiem obce. Właśnie wyszedłem z domu, wędruję ulicami, czuję się samotny i zagubiony. Otacza mnie mgła, mży - niezbyt przyjemnie. W końcu, snując się po ulicach, trafiam na podwórze, światło - i otwarte drzwi. Wchodzę.
Wita mnie kobieta, znacznie starsza ode mnie, blondynka. Jej twarz, już nieco przekwitła, wygląda na zmęczoną i nieco zniszczoną życiem. Nie jest specjalnie atrakcyjna. Mimo to coś mnie do niej ciągnie. Miejsce, do którego trafiłem, przypomina opuszczoną, zdezelowaną łaźnię lub coś podobnego. Długie pomieszczenie, wyłożone w całości białymi kafelkami. Na środku ustawiony niski (na modłę japońską), długi stolik, zastawiony rozmaitymi potrawami. Na końcu - podwyższenie. Tam z sufitu zwieszają się trzy prysznice (są tak umieszczone, że chcąc się umyć nie stoi się przy ścianie, lecz zasłania się kotarką ze wszystkich czterech stron). Dodatkowo od głównego pomieszczenia odchodzi kilka mniejszych klitek, które służą za pokoje do spania. Rozmawiam z kobietą, która jest w tym miejscu gospodynią. Mówi, że mogę zostać, zjeść tu i przenocować. Gdzieś w trakcie rozmowy miga mi scena, gdzie leżymy razem, objęci.
Później jest dzień, odwiedzam to miejsce z rodzicami w ramach poszukiwania dla mnie mieszkania na studia. Teraz już wiem, że mieszka tam więcej osób (zdaje się, że czternaście). Zastanawiam się, co powiedzieć rodzicom, by pozwolili mi tam zamieszkać - miejsce wygląda naprawdę nędznie, ale ja zdaję sobie sprawę z niezwykłą jasnością, że chcę - muszę zostać tam, z tymi ludźmi, by zyskać spokój ducha.
Etykiety:
deszcz,
kobieta,
konie,
miasto,
mieszkanie,
noc,
rodzice,
schronienie,
zaginięcie
Subskrybuj:
Posty (Atom)