środa, 8 kwietnia 2009

8 IV

Jestem w sali wykladowej. NIby mają być zajęcia z konstrukcji. A ja nic nie mam na nie przygotowane ( w rzeczywistosci też nie mialam). Rozmawiam z pania doktor S. ( ze studiow)a ona zaprasza mnie na fotel w koncu sali ( tak jak zawsze jest u foniatry) po czy zakłada mi taka pół obręcz na lewe ramie ( foniatra zawsze zakłada na szyje) siada przede mną i majstruje cos przy skrzynce na biurku po mojej prawej. Trzyma też w rece taką plastikowa formę na zęby. Ja przerażona przypominam sobie film requiem dla snu gdzie babka miala eletrowstrzasy i miala takie coś w buzi żeby się nie gryźc. Po czym pytam czy to będą elektrowstrząsy. A ona mówi, że tak , bo tylko tak sie da to wyleczyć. Po czym ja przerazona wstaje, ściagam ta obrecz z ramienia i mowie babce, ze ja sie boje prądu i nie chce i uciekam. Potem ona mi mówi, że tylko tak się da to wyleczyć. Po czym ja podchodzę do maszynki i patrze jakie to ma natężenie bo myślę, że może jakby miało małe to się skuszę. A potem jestem w nocy generalnie gdzieś na mieście. joł

1 komentarze:

katiusza pisze...

"jakby miało małe natężenie, to się skuszę" Wymiatasz xD