piątek, 24 kwietnia 2009

24 IV 2009

Siedzę z Ignacym (tak, wiem, że widziałem go przelotnie jeden raz w życiu; co z tego?) w jakiejś wąskiej klatce schodowej. Zdaje się, że to jakieś boczne zejście w kilkupiętrowym domu handlowym (coś w rodzaju Skarbka). Gadamy o czymś, potem ja wstaję i idę na wyższe piętro, do sklepu. Nie wiem po co. Potem, gdy wracam (w przejściu, zamiast drzwi, są takie szerokie pasy półprzezroczystej folii - jak na filmach w rzeźni), zamiast od razu zejść, staję na skraju schodów i patrzę w dół. Widzę, że Ignacy z kimś tam w najlepsze rozmawia i wydaje mi się, że rozpoznaję tą osobę. Schodzę więc. Okazuje się, że zamiast ciągnących się jeszcze daleko daleko w dół schodów (jak na początku), teraz znajdujemy się w jakimś niedużym i dość ciemnym pokoju. Ludzie, którzy się pojawili, to moi dawni znajomi z Mikołowa: Blady, Ślepy i Wienzu. Wszyscy są bardzo zaskoczeni moim pojawieniem się i cieszą się, że mnie widzą. Potem odwracam się, i widzę, że jest tam jeszcze więcej ludzi, w tym A. - która we śnie zamiast ciemnobrązowych, ma różowe włosy, A.A. (znajoma z szermierki, znana niektórym na tym blogu) i chyba jeszcze parę osób. W ogóle to chyba jakaś impreza. Potem, kiedy wychodzimy na zewnątrz, podjeżdża samochód i ze środka wysiada A.M. (kolejna znajoma z szermierki), która strasznie entuzjastycznie reaguje na moją obecność. A potem dzwoni budzik.

0 komentarze: