czwartek, 29 stycznia 2009

28 I 2009

Mam jechać na obóz survivalowy. Wchodzę do pomieszczenia, i widzę innych chłopaków w różnym wieku. Okazuje się, że w cenie wyjazdu jest też sprzęt - mamy sobie wybrać buty - takie wyyyskowie gumowce. Myślę sobie, że będzie nam w nich cholernie zimno, bo to wygląda jak sprzęt do brodzenia w rzecze, a przecież jest zima i rzeki są skute lodem. Wszyscy się rzucają na te buty i zostaje dla mnie mocno za mała para. Myślę sobie, że przynajmniej są ocieplane.
Widocznie było widać, że coś nie tak, bo "komendant" obozu podchodzi do mnie i pyta się czy coś nie tak. Kiedy wyjasniam mu, że buty są za małe - 38, a ja mam około 41 to on podchodzi do jakeigoś kolesia, sprawdza jego parę, która ma rozmiar "409 mm" (co znaczy, że rozmiar 40,9, nie wiem skąd to wiem). Zabiera mu tę parę, daje mi ją, a mu tę mniejszą.
Potem każe nam pakować jakieś pasztety drobiowe. I w tym momencie świadomość wielu rzeczy wchodzi mi do głowy. Po pierwsze, że chociaż bardzo bym chciał, to z nimi nie pojadę - nie wiem czemu, ale nie mogę. Po drugie, że muszę wejść na stronę tego gościa - komendanta (strona istnieje w rzeczywistości, czasem ją odwiedzam) i spytać się go o wegetarianizm w survivalu, bo choć teraz nie mogę, to może kiedyś się uda.
Opuszczam to miejsce.

0 komentarze: