Ocalałe strzępki dzisiejszego snu.
Razem z moimi współlokatorami znajduję się w przedpokoju naszego mieszkania. Rozmawiamy o czymś - w pewnym momencie wchodzi zgarbiona staruszka - we śnie jest to właścicielka - z żółtą miską pełną prania. Daje nam je i każe posortować. Kiedy wychodzi, zastanawiam się, czemu się nami wysługuje. M. odpowiada, że pewnie myśli, że jesteśmy jej coś winni za to, że pozwala nam tam mieszkać. Stwierdzam, że chybba jej się coś roi, bo przecież płacimy za to mieszkania, więc co to ma być. Chwilę później właścicielka znów wchodzi i zrzędliwym tonem coś mówi, jak się zdaje w odpowiedzi na to, co o niej mówiłem.
Razem z niedużą grupką (ze cztery osoby) idę przez podwórze jakiejś farmy, wokół rozciągają się budynki gospodarcze, jakieś stajnie, obory. Choć idziemy normalnie, czuć jakąś aurę tajemnicy, wiem, że przed czymś/kimś się kryjemy. Omawiamy jakiś plan. W pewnym momencie z ziemi wynurza się robot Bender, postać z "Futuramy", w farmerskim kapeluszu na głowie. Ktoś mówi (po angielsku): "Hey, it's Bender". Ten odpowiada: "I am not Bender. My name... is Yesterday". Ktoś mówi, że ponieważ usłyszał nasz plan i mógłby go komuś powtórzyć, zapamięta tę rozmowę dopiero jutro.
poniedziałek, 20 październik 2008
20 X 2008
Autor:
AN
Etykiety:
Bender,
czas,
farma,
mieszkanie,
plan,
pranie,
współlokatorzy,
właścicielka,
Yesterday
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz