sobota, 15 stycznia 2011

11 I 2010

Byłem w Niemczech i miałem zaadoptować dziewczynkę. W markecie kupowałem potrzebne rzeczy - głównie słodycze. Potem uświadomiłem sobie, że przecież potrzebuję raczej pieluszki, kaszki i i takie tam. A potem że wszystko jest w euro czyli strasznie drogo.
Przy kasie okazało się, że czegoś mi zabrakło. Bo już w TYM SKLEPIE miałem zdać formalności adopcyjne.
Przyszedł mój kuzyn K. ze swoimi sąsiadkami, które coś tam za mnie poświadczyły, żeby formalnościom mogło stać się za dość. Wprowadziłem się do 3 pokojowego apartamentu mojego kuzyna. Był on bardzo miłym miejscem. Miałem tm zostać na dłużej. Dostałem własny pokój z wygodnym łóżkiem, Kuzyn mój miał 4 koty. Pamiętam jak spytałem się go jak to robi, że nie śmierdzą (?).

W tym śnie na zewnątrz cały czas był zmierzch.

15 I 2010

Śniło mi się dziś coś mieszanego - jakiś larp, w nocy, w znanej mi wsi. Tylko, że on był rzeczywisty. Przyjechało mało osób bo coś ich dopadło po drodze. Był też kościany wóz. Było strasznie.

Śniło mi się też, że konkubina mojego ojca oszalała. Że pozabijała wszystkich - mojego ojca itp. Mnie chyba tez chciała, ale trzymałem się na dystans. W całej tej sytuacji wcale nie byłem ani jakoś zaskoczony, ani przerażony. Kiedy do mnie przyszła próbowałem ją przekonać że takie chwilowe szaleństwo szybko jej przejdzie (już nie będzie ludziom odcinać głów nożem) i że ja wyjdzie z zakładu/więzienia, to będzie mieć całkiem niezłą przyszłość zapewnioną bo przecież nie byli biedni. Takim paniczny mówieniem starałem się odciągnąć jej uwagę od zabicia mnie.

W międzyczasie łaziłem o lekarzy, którzy mieli pomóc mi z nerkami? Ale byli bardzo nieogarniajcy.

Konkubina w końcu poszła do restauracji naprzeciwko mojego domu, gdzie miała powiedzieć mojemu bratu, że musi wyjechać na jakiś czas. W międzyczasie ja wziąłem ich kota (którego w rzeczywistości nie mają) do mojego domu, bo nim tez musiał się ktoś zaopiekować. Moje koty zareagowały na niego jak koty z "let the right one in" na wampira.
Potem uświadomiłem sobie, że będę musiał opiekować się na pełen etat moim bratem.

środa, 24 listopada 2010

24 XI 2010

Miałem pierwszy od dłuższego czasu, coś jakby świadomy sen.
Jakaś akcja miała miejsce "przed uświadomieniem:. Chyba byłem z przyjaciółmi w supermarkecie.

Potem wchodziłem po schodach do swojego mieszkania (w Bukareszcie, ale innego niż w rzeczywistości). W pewnym momencie po prostu pomyślałem "O nie! coś strasznego ma się wydarzyć. Ale chwila. To jest sen!" I dalej wchodziłem po schodach. Dziwiłem się nawet, że myślę o tym tak wprost i dalej śpię tak stabilnie, Choć było to bardziej jak oglądanie filmu niż 1 osobowy sen.

Moje mieszkanie było w bloku. Niskie, ale bardzo duże, Z ogromnym wspólnym balkonem. Na parterze. Na brzegu morza. Po drugiej stronie zatoki było miasto. We śnie Bukareszt. Był wieczór, albo jakaś dziwna bez słoneczna pogoda. Przyjechali przyjaciele z Polski.

Pokazywałem im wszystko, ale nic ich nie dziwiło, bo cały czas mieli podejście "to rumunia, więc to pewnie normalne".

Nagle niebo po prawej stronie zaszło dziwnymi burzowymi, dynamicznymi chmurami. Tylko ja zostałęm tam przyglądać się im dłużej. Z tych chmur wyłonił się statek obcych. Ogromny. Charaterystycznym elementem były jakby wysokie kopuły, lub obło zakończone walce. Z zewnątrz przypominały trichęlampiony, bo na ich powierzchni były jaśniejsze, prawie białe, ogromne wzory, Dotknęła mnie świdomość, że to jakby ich flagi. Generalnie miałem wielki error, bo zrozumiałem, że za nimi stoi cała ogromna cywilizacja. że to nie są tylko "inni ludzie".

Potem statek przeleciał na drugą stronę zatoki. Mimo moich okrzyków nikt nie chciał go zobaczyć. Tam zniszczył jakiś rządowy budynek. Jego gruzy wpadające do morza spowodowałyu falę, która zalałą nasz balkon, na co moi ssiedzi zareagowali gniewem.

Pamiętam jeszcze, ze w chwili największej śwoadomości znalazłem linę zwisającą luźno. Pociągnłęm za nią i usłyszałem dzwonek. Zrobiłęm to jeszcze raz. Co wywołało wyzwiska itp, bo okazało się, że tak ludzie spali i ten dzwonek jest tuż nad ich głowami. Grzeczie przeprosiłem cały czas świadom, ze to sen,

sobota, 9 października 2010

wrzesień/październik 2010

Końcówka snu.
Do mojego miasta przybywa ważny buddyjski nauczyciel, ktoś jak Karmapa. Miejscowa szycha, mój przyjaciel, na się z nim spotkać, dlatego pomagam mu w przygotowaniach. Czyli generalnie sprawdzam czy wszystko w porządku z jego śmiesznym kolorowym przebraniem jakiegoś zwierzęcia (smoko/psa). Najfajniejszy jest ogon zakończony jakąś geometryczną, pluszową bryłą, chyba sześcianem.
Kiedy już wszystko gotowe wchodzimy do sali, gdzie ten nauczyciel czeka, w obecności swoich mnichów. Siadam, za swoim przyjacielem, kiedy zaczyna rozmawiać z Karmapą. Wtedy jeden z jego mnichów wstaje, podchodzi do mnie, każe mi wstać a potem sadza tuż przy Karmapie, po jego stronie.

sobota, 31 lipca 2010

31 VII 2010

Jestem gdzieś odnajduję dużo ważnych książek kogoś mądrego. Sięgam po jedną. Ma tytuł "dlaczego". Jest zbiorem tekstów różnych autorów. Jest strasznie stara. Teksty są drukowane antykolorowo, ściśnięte, układ tekstu i czcionka nie zachęcają do czytania. Nagle natrafiam na coś innego. To Bajecznie kolorowy coś jakby komiks. Dynamiczny, taki trochę film. Pochłania mnie.
Najpierw wszystko jest proste. Sama ziemia, kawałek nieba, krzak w centralnym miejscu. Po stylu w jakim to coś jest rysowane już trochę rozpoznaję co to jest. To Jidam.
Dochodzi kolejny element, jakaś postać, potem kolejne, jakieś miasto czy klasztor po lewej stronie w tle. Przestrzeń rozrasta się wgłąb. Wraz z tym wzrostem rozumiem, jak te elementy się łączą co znaczą, jak się przenikają, i jak tworzą harmonię. I właśnie to moje zrozumienie nagle manifestuje się w do tej chwili brakującej, centralnej postaci jidamu. Kiedy już rozumiem, że jej tam nie ma, że ona nic nie znaczy - że ona jest moim własnym rozumieniem powiązań wszystkich pozostałych elementów jidamu - wtedy orientuję się, że sam jestem tą postacią - w centrum przejrzystego, świadomego świata. Wszystko jest doskonałe.
Wychodzę w tej książki i jestem w przedświcie. Trzymam ją w ręce - jestem świadomy że to najcenniejszy skarb i strasznie boję się go stracić. Nie wiem, ze to sen. Przychodzi mi na myśl, żemuszę ten tekst jakoś utrwalić, skrować. Proszęo to osoby w moim towrzystwie - w tym Sottie. Mówię im, że nie mogę tego zrobić sam, bo wtedy to na pewno zniknie, jak zawsze.
I nagle przychodzi mi do głowy jeszcze jeden pomysł - zapamiętać jak najwięcej szczegółów, zeby móc zawsze do tego dotrzeć. Otwieram tę książkę (wtedy zapamiętuję jej tytuł) w miejscu gdzie trzymam palec, żeby sprawidzić autora tego komiksu - ale jego już nie ma. Zniknął zastąpiony przez jeden z nudnych tekstów.
Wpdama w smutek i rozpacz, które po chwili rozwiejwają się. To dlatego że rozumiem: Nie ma już tego, nie ma autora, bo to ja jestem autorem.

czwartek, 29 lipca 2010

Międzyczas - sny, bez dat, zapamiętane

Śniło mi się, że
Miałem adoptować małą dziewczynkę, uosobienie radości. Cała promieniowała szczęściem, ale też mądrością. Mimo młodego wieku, kiedy coś powiedziała to aż mną wstrząsało.
Robiłem tybetańskie pokłony, a potem ktoś podał mi w wielkiej brytfannie dużą ilość czegoś brązowego, co kojarzyło mi się tylko i wyłączenie z kałem. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że miałem w sobie tego tak dużo i jak to dobrze, że już tego nie ma.
Byłem w Rumunii. Tam, zdaje się, z moim tatą. Szliśmy wzdłuż drogi w jakimś mieście. Aż doszliśmy do dzielnicy willowej i położonego tam supermarketu. Jego nazwa składała się z dwóch członów. Musiałem skorzystać z toalety. Zamek w niej był bardzo charakterystyczny - płaska metalowa literka l, która obracała się o 90 stopni. Wszystko było ładne, estetyczne i zadbane.
Jechałem gdzieś i po drodze z okien widziałem niesamowity modernistyczny kościół. Zrobiony ze szkła i jasnego drewna. Wysoki, z wiatą bez prostych linii, przenikający górskie otoczenie.

czwartek, 24 czerwca 2010

23 VI 2010

Na placu sejmu slaskiego ludzie z ŚKF maja wystawiac jaka operę dla mega vipow. Caly ten plac zastawiony jest ekskluzywnymi lozami skorzanymi.
Przylaczam sie do nich - okazuje sie ze jest problem bo nikt nic nie umie - to ma byc nasz larp. W ogole jest mega obsowa i przedstawienie ma byc o 2 w nocy.
Potem kupuje cos w sklepiku szkolnym??? Otwartym na ulice -chery coke